Ja jeździłam tam z rodzicami nad jezioro pod namioty.
Moja młodsza o 5 lat siostra (miała wtedy około 15 lat) jak to podlotek za kumplowała się z miejscowymi chłopaczkami. A ja-dorosła (20 lat) byłam ważna i nie chciałam zadawać się z małolatami. Dopiero po kilku dniach, gdy nuda zaczynała mi doskwierać, zaczęłam rozmawiać z tymi 'małolatami' i okazało się,że mają prawie tyle samo lat co ja
no i pewnego dnia pojawił się ON. Wesoły, uśmiechnięty, za czepialski-od razu go polubiłam. Był też trochę podrywaczem więc nasze początki nie były często miłe... ale potoczyło się.
600 km to dużo (śląsk-mazury) ale przyjechali do nas na sylwestra, potem znów wspólne wakacje.
Przeniosłam się do 100licy na studia i mieliśmy do siebie bliżej
On kończył liceum (jest młodszy o 17 miesięcy), potem był w wojsku i czekaliśmy na siebie.
Potem przeniósł się do mnie do 100licy.
Znamy się około 6 lat
W przyszłym roku bierzemy ślub...
Pierwsze randki były bardzo romantyczne:
mazury, brzeg jeziora, ognisko, kiełbaska,on i ja i kilkunastu znajomych, tanie wino...
A nasze zaręczyny? Też dziwne...
Rozmawialiśmy czasem o wspólnej przyszłości ale "słowa" nie było.
Pewnego zimowego dnia P. w drodze z pracy zatelefonował do mnie i powiedział, że mam się przyszykować i pojedziemy do sklepu. Ja zdziwiona bo w 'lodówce' wszystko było.
A on swoje:chodź i już!
Ja swoje: ale po co?
On: po pierścionek...
Zamurowało mnie...
Potem kolacja w 'romantycznym miejscu' (restauracja w centrum handlowym).
I takim to sposobem zostałam szczęśliwą właścicielką pierścionka, który sama sobie wybrałam... z małą pomocą mojego ukochanego P.





.png)











fantastyczne! 


