Na naszym dużym osiedlu domków i bloków (ja mieszkałam w domku a on ulicę dalej w bloku) jest takie miejsce gdzie są ławki i plac zabaw. Poszłam z koleżankami a, że i on tam był z kolegami, ktoś się z kimś znał wiec od słowa do słowa i sie wtedy oficjalnie poznaliśmy ;]
Wtedy się okazało dlaczego tak rzadko go widuję.. pół roku przed wyprowadził się do niemiec do siostry.. cóż jakaś tam wymiana numerami telefonu, gg itd.
Wyjechał. Kilka dni później się odezwał.. i było ciągłe pisanie..
Potem w czerwcu znowu przyjechał.. gdzieś tam krzyczałam "cześć" z daleka i tyle.. ale nie odpuszczał.. jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mu się podobam.. cóż wszyscy to widzieli tylko ja myślałam, że to zwykły kolega
Nagle zaczeliśmy spędzać ze sobą duzo czasu.. miałąm wtedy 15 lat, on 17.. rodzice kazali mi wracać o 22.. i wracałam.. ale potem kilka godzin siedzieliśmy pod moim domem i rozmawialiśmy, rozmawialiśmy i rozmawialiśmy... rodzice nic przeciwko nie mieli.. tym bardziej, że z jego rodzicami znali sie od małego..
Pewnego wieczoru wyznał mi, że od dawna jest we mnie zakochany.. ja nie wyobrażałam sobie siebie w jakimś poważnym związku.. wogóle w związku.. chciałam być niezależna.. ale zbliżało się wesele siostry na które byłam zaproszona z osobą towarzyszącą.. miałam być drużką.. w domu zaczęli naciskać, że to fajny chłopak itd.. widzialam jak mu zalezy.. wszyscy znajomi mówili bym dała szansę.. 12 czerwca moje urodziny.. dostałam piękny naszyjnik mimo, że to nadal było koleżeństwo.. nadszedł 19 czerwiec.. jego urodziny.. dałam prezent i powiedziałam "jeżeli chcesz to mogę dać Ci szansę" to głupie, dziecinne ale jego radość nie do opisania
potem niekończące gratulacje od znajomych.. a w mojej głowie "skończą się wakacje, on wyjedzie znowu do niemiec, związek się skończy więc nie ma się co angażować", zresztą co może być w głowie 15-latki. Widywaliśmy się codziennie, tu jakiś spacer, wypad ze znajomymi, czasem spotkalismy sie w domu by obejrzeć film. 25 sierpień polterabend, 27 sierpień ślub mojej siostry, następny dzień poprawiny.. w te dni spędzalismy ze sobą wiele godzin.. i nagle olśnienie.. mi zaczyna zależeć.. kilka dni później niespodzianka.. juz od dawna załatwiał wszystko by zostać w polsce.. dla mnie
I potem leciało.. pierwszy rok w którym już było ciężko.. byliśmy wystawieni na próbę.. trafiłam do szpitala, operacja, leczenie a on ciągle przy mnie.. widział mnie wycieńczoną, której wypadają włosy, wymiotuje.. nie uciekł.. trwał, troszczył się..
potem kolejny rok, kolejny i kolejny..
w tym czasie wzloty i upadki..
ale przyszedł rok 2009
po roku starań zachodzę w ciążę.. radość kilka dni.. poroniłam..
następnie kolejna ciąża.. tym razem cieszyliśmy się trochę dłużej.. ale znowu to samo..
tym samym między nami zaczeło sie psuc..
rozstaliśmy się.. on wyjechał znowu do niemiec.. ja zostałam.. to co ja przeżywałam to wiem tylko ja..
Prośby bym zaskarżyła lekarza ponieważ przy pierwszym dziecku była ewidentnie jego wina.. ale ja nie miałam sił.. straciłam chęć do życia.. straciłam dzieci, straciłam miłość życia.. przy tym wszystkim co przeżyłam przez całe życie właśnie depresja była najgorsza.. byłam wycieńczona, schudłam 15kg.. sesje u psychologa, ciągłe wizyty u psychiatry, tabletki (tak mi się wydawało wtedy) niewiele dawały.. myśli samobójcze.. jak ja to wszystko przeżyłam? Gdyby nie rodzina to mnie dawno nie ma na tym świecie.. Przedewszystkim mama i siostra.. a żyłam przedewszystkim dla mojego chrześniaka Filipa.. to z nim spędzałam całe dnie.. nie miałam czasu leżeć i patrzeć w sufit.. przez cały czas zero kontaktu z byłym.. pewnego razu będąc na mieście patrzę on.. i wszystko wróciło ze zdwojoną siłą.. od tamtego czasu utrzymywaliśmy kontakty.. bolało..
i tak minął rok.. zmądrzeliśmy.. zobaczyliśmy jakie jest życie od tej drugiej strony.. i teraz już wiemy, że jesteśmy stworzeni dla siebie.. wiele musiałam wybaczyć.. bardzo dziękuje rodzicom.. postawiłam ich przed faktem dokonanym.. własnie skonczyłam szkołę i sama podjęłam decyzję o wyjezdzie.. i takim sposobem w piątek im powiedziałam, że w niedzielę wyjeżdzam do niemiec.. do końca wakacji na próbę a potem zobaczymy.. i tak 23 maja 2010 wyjechałam.. już po kilku dniach wiedziałam, że chcę z nim być.. wszystko jedno gdzie.. byle z nim.. w czerwcu bylismy w polsce na tydzien.. wtedy wzięłam większośc rzeczy.. w lipcu się zameldowałam w niemczech.. przyjechali rodzice zobaczyć jak mi się tu żyje.. w sierpniu zabrałam resztę rzeczy.. widzą, że jestem szczęśliwa..
teraz jesteśmy oboje szcześliwi, oboje się staramy
Mamy wspólne mieszkanie, ślub 14 czerwiec 2011..
Nie było łatwo ale chyba tak miało być.. jesteśmy dla siebie najwidoczniej stworzeni
Świnoujście wakacje 2006

Świnoujście wakacje 2008

I Inne







.png)
.png)









