|
Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu ?
Posty: 25 • Strona 1 z 1
Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu ?
Dzień ślubu niewątpliwie wiąże się z emocjami. Są one skrajnie różne, od strachu po euforię i każda panna młoda przeżywa je na swój sposób. Czy jednak da się nad nimi zapanować? Co zrobić, by nie sparaliżowała nas obawa przed gafą i by nie rozpłakać się ze wzruszenia w trakcie wypowiadania słów przysięgi?
Powyższe pytania – uwierzcie mi – zadaje zdecydowana większość panien młodych. Strach przed własnymi emocjami w dniu ślubu nakręca lęk i można z nadmiaru wrażeń wpaść w coś na kształt błędnego koła. Im bliżej ślubu, tym trudniej opanować emocje, a do obaw przeżywanych za dnia, zaczynają dochodzić i koszmary senne. Opanowanie – przed ślubem Gdy po raz setny zrywamy się w nocy z krzykiem, niewątpliwie zaczynamy czuć, że tego wszystkiego zaczyna być „nieco” za dużo. - Na początku to było nawet zabawne, ale gdy te sny się pojawiały coraz częściej i za każdym razem przedstawiały nową wizję katastrofy, zaczęłam mieć dosyć- uśmiecha się Ewa- Śniły mi się różne cuda, np. że zgubiłam fragmenty sukni ślubnej i biegałam po ulicy, żeby je znaleźć. Nad snami oczywiście nie jesteśmy w stanie zapanować, ale istnieją sposoby na wyciszenie emocji w ciągu dnia. Jeden z nich może wydać się wręcz banalny, jednak okazuje się on niezwykle skuteczny. Wystarczy zapisać sobie na kartce wszystkie te emocje, które odczuwamy w związku ze zbliżającym się ślubem. Następnie wymienione uczucia należy podzielić na dwie kategorie: dobre i złe. Dobrymi nie musimy zaprzątać sobie głowy, ponieważ sprawiają nam one przyjemność i stanowią motywację do działania. Natomiast grupie emocji znajdujących się w kategorii „złe” warto przyjrzeć się bliżej. Co z tymi negatywnymi uczuciami się wiąże? Jakich konkretnych sytuacji się obawiamy? No właśnie. Spróbujmy trochę uogólnić i popatrzmy czego najczęściej obawiają się panny młode: * że świadkowie (lub jedno z nich) nie dotrze na czas, * że świadek zapomni obrączek, * że pomylą się w słowach przysięgi, * że nie będą wiedzieć jak zachować się podczas Mszy, * że o czymś zapomną i w wyniku tego nastąpi bliżej niesprecyzowany kataklizm, * że rozpłaczą się podczas ceremonii i rozmażą makijaż. W pierwszej chwili te dylematy mogą okazać się banalne, ale emocje (no właśnie, emocje) robią swoje i każdy najmniejszy problem urasta do rangi globalnej katastrofy. Przerażona panna młoda nie jest w stanie logicznie ocenić sytuacji i popada w czarną rozpacz, irytując często przyszłego małżonka, który (jako osobnik płci męskiej) zazwyczaj nie przejmuje się takimi „drobiazgami”, a pierwszą tremę zaczyna odczuwać dopiero w dniu ślubu. Wróćmy zatem do naszej listy. Jak przeciwdziałać ogarniającej nas panice? Wystarczy zmusić się do racjonalnego myślenia. Jeśli obawiamy się, że świadkowie dadzą plamy przypomnijmy sobie, że są to (przynajmniej w większości przypadków) nasi przyjaciele. Przyjaciołom zazwyczaj się ufa, zwłaszcza, że są to jednostki przychylnie do nas nastawione. Jako świadkowie mają obowiązek wspierać nas i nad nami czuwać (i przyznam, że to chyba jedna z ważniejszych ich ról podczas całej ceremonii). Porozmawiajmy zatem o swoich obawach właśnie ze świadkami, podkreślmy, jak bardzo liczymy na ich pomoc. Razem z nimi przeanalizujmy zaawansowanie przygotowań do ślubu, spróbujmy zastanowić się co i kiedy trzeba jeszcze załatwić. Jeśli zaczniemy dramatyzować, oni nas utemperują, uspokoją i przywrócą do równowagi. Przejdźmy do kolejnej obawy – pomylenie słów przysięgi. Choć od dawna wiemy, że tekst ten będziemy powtarzać po księdzu i tak wpadamy w panikę, że coś z emocji pokręcimy. Niektóre panny młode (tak „na wszelki wypadek”) uczą się przysięgi na pamięć, co ma zmniejszyć ryzyko ewentualnej gafy podczas ślubu. Uwierzcie mi – nie pomylicie się! Zwykle księża czytają słowa przysięgi wolno, robiąc odpowiednie pauzy, co przy okazji działa też uspokajająco na zestresowaną parę. No dobrze, załóżmy, że z przysięgą nie będzie tak źle. Ale co z resztą? Panny młode często boją się, że w nieodpowiednim momencie wstaną, usiądą lub uklękną. Podczas niedzielnej Mszy odruchowo powtarzamy ruchy innych wiernych, stojących przed nami, a teraz? Kogo mamy naśladować? Na pewno coś nam się pomiesza! Ratunku! W tym miejscu uroczyście pragnę wszystkie panny młode uspokoić. Nie jest wcale tak źle! W większości przypadków księża doskonale zdają sobie sprawę z tremy państwa młodych i tego, że przeżywają oni niewiarygodne wręcz emocje, tłumiące wszelkie oznaki zdrowego rozsądku i skutecznie ograniczające umiejętność pozbierania myśli. Z tego też względu dają oni wyraźne sygnały młodym (gesty ręką pokazujące czy usiąść, czy wstać) albo wręcz zwracają się do nich z wyraźnym poleceniem „Usiądźmy” lub „Powstańmy”. Na pomyłkę nie ma szans. Jeśli mimo wszystko obawiamy się gafy, zawsze możemy wybrać się na kilka innych ślubów do tego kościoła, w którym odbędzie się nasz własny i przyjrzeć się na spokojnie ceremonii. To też powinno nas w znacznym stopniu uspokoić i dać wyobrażenie o przebiegu udzielania sakramentu małżeństwa. Przejdźmy do ostatniego problemu, który jest wspólny chyba wszystkim pannom młodym. Łzy i makijaż. Co będzie, jeśli się rozpłaczemy? - Bałam się tego panicznie - opowiada Beata- To był chyba mój największy problem przed ślubem, o niczym innym nie mogłam myśleć! Zawsze płaczę na ślubach znajomych, więc jakim cudem miałabym się nie rozkleić na własnym? I co? Nie rozkleiłam się! Byłam bardzo wzruszona, ale stres jaki przy okazji odczuwałam sprawił, że trzymałam się twardo i nie uroniłam ani jednej łzy. Wtedy przekonałam się zresztą, że zdenerwowanie ma też swoje dobre strony. Opinię tę potwierdza wiele świeżo upieczonych mężatek. Gdyby jednak jakaś zbłąkana łza nam się przytrafiła, to też nie powinnyśmy wpadać w panikę – dobry, profesjonalnie wykonany makijaż, nie ma prawa się rozmazać. - Ja swój przetestowałam- wspomina Beata- Wstyd się przyznać, ale tak bałam się co to będzie, jak sie rozkleję, że zaraz po wykonaniu makijażu próbnego pobiegłam do domu i zasiadłam do... krojenia cebuli! Wiem, szaleństwo i dzisiaj się z tego śmieję, ale naprawdę emocje przed ślubem odbierają człowiekowi rozum! W każdym razie operacja ta mnie mocno uspokoiła, bo makijaż wytrzymał moje krokodyle łzy. A potem okazało się, że i tak stres nie pozwolił mi się popłakać na ślubie... Mogłam sobie darować tę cebulę- śmieje się Beata. Opanowanie – w dniu ślubu O ile udało nam się w dużej mierze uspokoić na kilka dni / tygodni przed uroczystością, upewnić się sto razy, że wszystko jest przygotowane i gotowe, o tyle w dniu ceremonii następuje coś w rodzaju apogeum. Od dawna oczekiwana chwila właśnie ma nastąpić, a my chcemy, by było pięknie, doskonale, idealnie... Sprzeczne emocje kotłują się w nas jak wściekłe i nawet nie ma jak dać im ujścia, bo np. jesteśmy unieruchomione na krześle u fryzjerki. Co z tym zrobić? Jeśli z natury jesteśmy jednostkami przewrażliwionymi i skłonnymi do prezentowania wybuchów paniki lub histerii, lepiej wspomóżmy się dodatkowo np. ziołowymi tabletkami na uspokojenie, które nieco nas wyciszą, jednocześnie nie powodując otępienia. Zdecydowanie nie radźmy sobie ze stresem za pomocą alkoholu! „Kieliszek na rozluźnienie” to fatalny pomysł, zwłaszcza na niemal pusty żołądek (a z emocji ciężko jest się zmusić się do jedzenia). Zafundowanie sobie w tym momencie alkoholu może się skończyć dla nas naprawdę nieciekawie. Jeśli natomiast zazwyczaj z emocjami radzimy sobie całkiem dobrze, możemy zrezygnować ze wspomagaczy i spróbować po prostu skupić się na czymś innym, niż zbliżający się ślub. Porozmawiajmy z tym, kto akurat jest obok – fryzjerką, kosmetyczką, rodzicami, świadkową – byle tylko skoncentrować się na rozmowie i nie doprowadzić do sytuacji, w której po raz kolejny zaczniemy zastanawiać się, czy na pewno o niczym nie zapomniałyśmy. Warto nabrać nieco zaufania do najbliższego otoczenia (które też posiada zdolność myślenia – o czym wyjątkowo często panny młode zdają się zapominać), zaufajmy też samym sobie. I myślmy pozytywnie – wszystko się uda i będzie dokładnie tak, jak sobie zaplanowałyśmy. Zresztą te wszystkie myśli i tak zbledną w chwili, w której wraz z ukochanym mężczyzną ruszymy do ołtarza. Mobilizujące napięcie pozostanie, ale zniknie strach i przerażające uczucie paniki. A po wypowiedzeniu słów przysięgi pozostanie już tylko radość i uczucie bezgranicznego szczęścia. A na te emocje zdecydowanie możemy sobie pozwolić! Artykuł ze strony http://www.pobieramysie.pl/show_art.php?id=83 Ślubowaliśmy 27 czerwca 2009r.
![]()
EkspertWeselny.pl poleca
Re: Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu?
Bardzo ciekawy artykuł. Myślę,że jeszcze nie raz przeczytam go za parę miesięcy
![]()
Re: Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu?
Kupiłam meliske więc na pewno z trzy kubki wypije
aby nie oszaleć ![]()
Re: Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu?
A później będziesz biegać co 5 min do toalety
![]() ![]() "Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili Twoje serce będzie przebywało poza Twoim ciałem." K.Hadley
Re: Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu?
Na mnie melisa nie działa, piję często na wieczór i jakoś nie widzę różnicy
AiM ma rację, lepiej nie przesadzać z ilością płynów przed samą uroczystością, bo stresik jeszcze swoje zrobi i tylko dyskomfort zostanie w czasie ślubu
Re: Jak zapanować nad emocjami w dniu ślubu?
Ja rano przed przygotowaniami wypiłam herbatkę z miodem i melise z 2 saszetek w jednej szklance to mi pomogło się przygotować no i mój mądry tatuś na odreagowanie stresu kupił mi małą butelke coca coli by mnie pobudziła przed zdjęciami u fotografa a gdy miałam iść już do ołtarza najbardziej rozluźniającą metodą na stres są żartobliwe rozmowy i wygłupy jakie mi tata zafundował jak szłam do ołtarza to się śmiałam że aż mnie wszystko bolało a przy ołtarzu pomagało mi to jak w myślach sobie mówiłam spokojnie bądz opanowana i mi się udało tylko podczas zakładania obrączki mężowi ręce mi się zatrzęsły z wrażenia ale nadrobiłam to uśmiechem więc można się nie stresować bez żadnych środków uspokajających
|