dzięki
no a wracając do historii...
"...I od tamtego momentu przez następne 3 miesiące (mniej-więcej do Świąt Bożego Narodzenia) spotykaliśmy się codziennie od 22.00 do 6.30 rano... (a ja byłam wtedy w klasie maturalnej)"
Moja mama (i babcia) do dziś nie wie że przez te 3 miesiące zawsze przed 22.00 schodziłam na dół robiłam kawę (dla Piotrka); włączałam TV; nastawiałam czas na wyłączenie po 2 godzinach i wychodziłam koło babci pokoju do kuchni a potem przez piwnicę na dwór i Piotrek koło 22.00 podjeżdzał "porywał mnie" i między 6.30 a 7.00 podwoził do domu no i ja potem szłam do liceum na lekcje...
Zapytacie kiedy spałam?
Na ostatnich lekcjach

np. na religii, w-f, jak wracałam do domu to spałam ze 3-4 godziny a wieczorem gdy byliśmy razem to też spaliśmy po 3-4 godziny więc jakoś dawałam radę
Zastanawiacie się jak udało mi się przez te 3 miesiące nie wpaśc?
Dziś patrząc na perspektywę czasu sama się zastanawiam
tym bardziej że u mnie schody skrzypią; babcia budzi się od 4.00 (a trzeba było wrócic do domu); i mama jest nocnym markiem i ona skoleji długo nie kładła się spac.. Początkowo to całe ciało drżało z przerażenia i podniecenia.. a potem to juz była rutyna
A kiedy uczyłam się do matury?
W sumie to po 100-dniówce

już gdy takie pierwsze nasycenie przeszło... no i Piotrek kazał mi się już uczyc więc od lutego do kwietnia udało się bez problemu
Co robiliśmy wieczorami?
BARDZO DUŻO rozmawialiśmy... i całowaliśmy się

a gdy spaliśmy w objęciach przytulenie (w samochodzie) to byliśmy tacy szczęśliwi... że śpimy razem Ale nie tylko sypialiśmy w samochodzie, czasem Piotrek parkował na ulicy, za rokiem mojego domu i spotykaliśmy się w zakładzie fryzjerskim mojej mamy
![Bardzo Szczęśliwy :]](./images/smilies/icon_e_biggrin.gif)
włączałam wtedy cichutko radio i takie duże suszarki (ich nie słychac w porównaniu do tych małych) zabierałam 2 koce i poduszkę i przez piwnicę do zakładu a w zakładzie czasem nie tylko rozmawialiśmy
W pewnym momencie już tak po 100-dnówce wpadliśmy na pomysł że samochód i zakład to za duże ryzyko i od stycznia Piotrek sypiał u mnie "po cichaczu". Miał klucze do piwnicy (czasem godzinę musiał w niej siedziec i czekac aż babcia pójdzie spac..)

I ja dawałam mu cynk że ma już czekac pod drzwiami do kuchni i gdy babcia poszła to ja schodziłam na dół do kuchni (pod pretekstem dowolnym) i razem po schodach wchodziliśmy na górę by krok był ten sam i zasówałam drzwi do pokoju szafą i całą noc mieliśmy dla siebie, czasem spaliśmy na podłodze u mnie w pokoju (żeby nie było nas słychac) bo mój pokój i mamy jest przez ścianę; czasem jak mama zaglądała do mnie wieczorem do pokoju to Piotrka chowałam w szafie a on ma 1.90 a szafa była niezbyt duża więc ubaw był po pachy

Najgorzej było kiedy on w środku nocy zaczął chrapac Matko jak ja go uciszałam! Bo co by sobie mama o mnie pomyślałą że ja tak chrapie!

No i teraz Piotrek mówi że jak będzie miał już 18 letnią córkę (tak jak ja wtedy) to 2 psy i monitoring obowiązkowo
