Jesteśmy ze sobą 19 m-cy,a zaręczyliśmy się dość szybko,bo po 10 m-c znajmości. Poprostu wiedziałam ze to ten mężczyzna z któym chcę spędzić reszte życia. On również uważał tak samo
Zaręczyliśmy się 14. lutego 2008 roku,a całe przygotowania do tego dnia trwały już od dawna(jak opowiada mi mój B.):
Kilka razy to ja rozmawiałam z nim o ślubie ze tak fajnie, ze juz bym chciała..itp.itd A on wogóle niepodejmował zdania w tym temacie jak na złośc!!! a na kilka dni przed dniem zakochanych starsznie sie pokłocilismy o ten nasz niedoszły ślub (jak mój narzeczony tłumaczył później- to wszystko było zamierzone ;P, bym przestała myślec o tym ślubie). ale wracjąc do dnia walentynek. 14 luty ustaliliśmy ze idziemy do kina i nic więcej. Więc dodatkowo umówiliśmy sie jeszcze z moją siostrzenicą i jej chłopakiem na taki wspólny wypad do kina... Po filmie siostrzenica udałą sie w swoją stronę a my w swoją. No i wtedy mój ukochany wyjął szalik i zawiązał mi nim oczy i mówi ze gdzieś mnie zabiera...jeżdziliśmy po całym mieście z jakies pół godzinki (kompletnie nie wiedziałam gdzie mnie wiezie, a nawet nie podejrzewałam ze chce mni sie oświadczyć, myślałam że po raz kolejny robi mi na podkuche). Gdy dojechaliśmy na miejsce (nie sciągnął mi jeszcze tego szalika z oczów) wział mnie pod pache i powędrowlismy ładny kawałek drogi... gdy dotarliśmy na miejsce kazał mi sie zatrzyamc i dopiero wtedy zdjąc szalik z oczu. Gdy zdjełam szalik patrze a mój ukochany klęczy przede mną z pierścionkiem i pyta ze łzami : "Zosatniesz moją żoną"?? ze szczęscia od razu go pocałowałam no i wydusiłam z siebie TAK...
A miejsce w które mnie zabrał do przepiękne jezioro, w miejscu gdzie pierwszy raz sie pocałowaliśmy...




.png)











.png)


.png)